mini_play

Prawdziwe auto dla playboya

Wszyscy kojarzymy Hugh Hefnera. Ten starszy dżentelmen liczy sobie obecnie 90 lat. To jedna z ikon amerykańskiej popkultury i właściciel gazety, która w szczycie popularności, w latach ’70, sprzedawała się w ponad 7 mln egzemplarzy miesięcznie. Wszystko fajnie, powiecie. Tylko co właściciel Playboy’a robi na blogu motoryzacyjnym?

Podpowiem, że nie będziemy pisać dzisiaj o samochodach Hefnera, który jak przystało na dobrze sytuowaną osobę miał raczej typowy gust motoryzacyjny. Dość powiedzieć, że posiadał m.in Mercedesa 300SL cabrio, Mercedesa 600 W100 czy Lincolna Continental. Także nie będziemy debatować nad tymi autami a cofniemy się do końca lat ’40 kiedy to młody Hefner przymierzał się do rozkręcenia swojego prasowego przedsięwzięcia. Wiadomo, że najważniejszym czynnikiem często decydującym o sukcesie każdej firmy jest nazwa. I tutaj zaczyna się właściwa historia. Hefner pomysł na nazwę otrzymał od matki swojego kolegi. Firma, w której pracowała właśnie ogłosiła upadłość i kobieta zaproponowała aby Hugh nazwał swoją gazetę tak samo. Tak, dobrze się domyślacie. Firma nazywała się Playboy. Dokładnie rzecz biorąc Playboy Motor Car Company.

W 1945 roku po zakończeniu wojny amerykańskie społeczeństwo dostało niewiarygodnego ssania na nowe auta. Trudno się dziwić skoro od 4 lat wszystkie fabryki zamiast Fordów czy Chevroletów wypuszczały setki Shermanów, bombowców B-17 czy transporterów Halftrack. Rynek był więc głodny nowych konstrukcji i jak grzyby po deszczu wyrastały małe manufaktury produkujące auta. Generalnie uważam, że ten okres końca lat ’40 i początku ’50 jest najciekawszy w amerykańskiej motoryzacji. Przede wszystkim jako czasy kiedy oprócz wielkich koncernów istniały także małe i średnie przedsiębiorstwa branży motoryzacyjnej. Firmy wypuszczające tak różnorodne auta, że nikomu nie mieściło się to w głowie. Te wszystkie Nashe, Kaisery, Packardy, Tuckery.

I właśnie w takiej atmosferze spotkali się Louis Horowitz, dawny dealer Packarda, Charles D. Thomas, inżynier z Pontiaca oraz Norman Richardson, mechanik-amator. Panowie stwierdzili, że tym czego potrzebuje każda amerykańska rodzina jest mały, kosztujący poniżej tysiąca dolarów samochód do poruszania się po mieście. Przypominam, że były to czasy gdy miasta budowano pod przedwojenne, motoryzacyjne mastodonty czy samochody w stylu Nasha Airflyte mające promień skrętu jak tankowiec Jahre Viking. Nikt zupełnie nie przejmował się wielkością aut, kryzys paliwowy był pieśnią dalekiej o 30 lat przyszłości, a gospodarka właśnie rozpędzała się dzięki wojennej prosperity. Generalnie niezbyt dobry moment na prezentowanie małego, miejskiego toczydełka. Można powiedzieć, że panowie mentalnie byli mocno do przodu.

Tak czy owak trzech dżentelmenów założyło Playboy Motor Car Company. Firmę z siedzibą w Buffalo w stanie Nowy Jork. Z zapałem zabrali się za projektowanie czegoś co jak uważali stanie się drugim, małym samochodem amerykańskich rodzin. Małym oczywiście jak na standardy zza oceanu bowiem ostateczny projekt miał prawie 4 metry długości. Z zewnątrz auto przybrało formę gustownego kabrioletu z metalowym dachem. Podobno był to pierwszy amerykański całkowicie demontowalny hardtop. Wyglądało to mniej więcej tak:

Technicznie samochód nie był zbytnio innowacyjny jak na swoje czasy. Pod maską siedział czterocylindrowy dolnozaworowiec chłodzony wodą. Rozwijał zawrotną moc 48 KM. Co w sumie jak na tamte czasy nie było wcale złym wynikiem. Warto zdać sobie sprawę, że ważąca dwa razy tyle Warszawa M20 rozwijała moc 50 KM. Do tego dochodziły hamulce bębnowe, trzybiegowa skrzynia i nadwozie na ramie. Typowe auto powojenne, pod względem technicznym. Do skrzyni można było opcjonalnie dorzucić nadbieg. Kolejną ciekawą opcją były dodatkowe reflektory montowane pod przednią szybą w stylu radiowozów z lat ’30.

Niestety nie udało mi się dowiedzieć kim są ci dżentelmeni

Generalnie wszelkie dodatkowe opcje są bardzo ciekawe ponieważ samochodów Playboy wyprodukowano łącznie niecałe sto egzemplarzy. Dokładnie rzecz biorąc 97 sztuk. Żaden z nich nigdy nie został wystawiony na sprzedaż ponieważ były egzemplarzami przedprodukcyjnymi. Zbudowane Playboye pokazywano w całym kraju, a nawet wysyłano na zagraniczne targi w celu zainteresowania potencjalnych inwestorów. Horowitz, Thomas i Richardson rozpaczliwie poszukiwali finansowania, które pozwoliłoby rozpocząć seryjną produkcję. Wyemitowano nawet akcje. Niestety. Panowie trafili akurat na moment tuż po aferze Tuckera, która doprowadziła do zniszczenia jego firmy przez urzędników federalnych i podkopała zaufanie amerykanów do małych przedsiębiorców z branży motoryzacyjnej. Zwłaszcza tych, którzy nie mieli jeszcze gotowego produktu do postawienia w salonie. W 1950 roku ofertę przejęcia firmy złożono Henry’emu J. Kaiserowi, właścicielowi Kaiser-Frazer. Bezskutecznie próbowano drugiego dodruku akcji, który ponownie okazał się klapą. Ostatecznie firma ogłosiła upadłość i została wykupiona przez biznesmena z Chin. Później Playboy Motor Car Company jeszcze kilkakrotnie przechodziło z rąk do rąk aż do 1964 roku, kiedy to pozostałości i warsztaty sprzedano Donaldowi Moore z Massachusetts. Moore był kolekcjonerem i w latach ’40 potencjalnym dealerem Playboya.

Playboy, z opcjonalnymi światłami. Obok przedwojenny Ford B

Obecnie zachowała się ledwo połowa wszystkich prototypów, z czego raptem 15 jest w stanie nadającym się do jazdy. Tylko pięć zachowanych Playboy’ów ma dodatkowe światła pod przednią szybą. Poza kabrioletami fabryka w Buffalo wypuściła podobno dwa egzemplarze w nadwoziu kombi. Generalnie o ile kabriolet był tamtych czasach nadwoziem w miarę popularnym o tyle kombi kupowali tylko i wyłącznie rolnicy. I to rzadko. Kultura kombi, czy jak to mówią amerykanie station wagon, rozpoczęła się dopiero kilkanaście lat później. Na dobre zdobyła popularność na początku lat ’90. Czyli można powiedzieć, że panowie wyprzedzili swoją epokę. Inne źródła twierdzą, że kombi zbudowano jedno i tylko przemalowywano je na różne kolory żeby przekonać klientów, że to dwa różne auta.

Tu wagon w jasnym wariancie kolorystycznym

Niezależnie od tego jak było rzeczywiście, historia Playboy Company to idealny przykład tego jak wyglądał rynek motoryzacyjny w USA zaraz po wojnie. Dziesiątki producentów aut powstawały i upadały, niektórym udawało się przetrwać. Kwitła przedsiębiorczość i kreatywność. Piękne czasy. Nie to co dzisiaj, kiedy wmówiono ludziom, że produkcją samochodów mogą zajmować się wyłącznie wielkie korporacje (pomijając kwestie, że nikt nie jest w stanie konkurować z nimi finansowo), a auta budowane przez osoby prywatne są niebezpieczne i powinny zostać zakazane. Chociażby nawet ich konstruktor miał tytuły inżyniera najbardziej prestiżowych uczelni świata (vide absurdalny zakaz rejestracji SAM-ów w Polsce). Obawiam się, że raczej nie doczekamy się już podobnych przejawów nieszablonowego myślenia i skazani jesteśmy na awaryjne wytwory korporacyj typu GM, Volkswagen czy FCA. Niestety.

A już niedługo pora na nowy top 10, w którym zajmiemy się właśnie tematem nowych aut i ich designu. Polecam poczytać. A! I mam nadzieję, jako iż sesja ma się powoli ku końcowi, będę pisał nieco częściej. Co z tego wyniknie nie wiadomo.

P.S Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony playboymotorcars.com będącej prawdziwą skarbnicą wiedzy o tym małym, tajemniczym samochodzie. Serdecznie polecam i jeśli Wam się spodoba to zostawcie dolara czy dwa na koszty utrzymania serwera. Co i ja zaraz zamierzam uczynić.

One thought on “Prawdziwe auto dla playboya

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *