hydro5

Polski Premier

Wbrew pozorom, wynikającym z tytułu, nie będzie dzisiaj o polityce. No, może tylko troszkę. Będzie za to o pewnej konstrukcji powstałej ze współpracy inżynierów z WAT i kadry z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Nie jest to może temat bardzo na czasie ponieważ premiera, o której mowa miała miejsce w maju. Ale dopiero teraz wpadły mi przed gałki oczne informacje na ten temat.

Mowa tu oczywiście o polskim samochodzie nazwanym Hydrocar Premier.

hydro1

Co jest w nim tak szczególnego, zapytacie. Cóż, choćby fakt, że jest on modelem w pełni elektrycznym zasilanym ogniwami wodorowymi. Ale zacznijmy od początku. Prace nad Premierem ruszyły podobno w połowie 2015 roku. Piszę podobno ponieważ tak podają wszystkie źródła, jednak ciężko mi uwierzyć że 23 osobowy zespół był w stanie w pół roku, od podstaw, stworzyć jeżdżący samochód wodorowy. Ale dobrze. Przyjmijmy że tak było. Celem całego projektu prowadzonego przez RIOT Technologies ( czyli joint venture WATu i AGH) było stworzenie jeżdżącego laboratorium, które służyć będzie do dalszych testów i jednocześnie demonstracji dotychczasowych osiągnięć i możliwości.

Ponieważ samochód miał być wyłącznie poligonem doświadczalnym dla rozwiązań związanych z napędem wodorowym zespół z AGH odpowiedzialny za design i oprawę zewnętrzną miał absolutnie wolną rękę jeśli chodzi o projekt karoserii i innych podzespołów. I, niech buk im to w tłustych dzieciach wynagrodzi, nie poprzestali na zlepieniu kolejnego elektrycznego wózka na zakupy czy innego meleksa. Zamiast tego powstał dwumiejscowy roadster, o urodzie powiedzmy dosyć eklektycznej, ale wciąż ładniejszej niż Nowa Syrenka, BMW i3 czy Jeremy Clarkson. Nadwozie zbudowane jest w całości z włókien węglowych a całkowita moc zespołu napędowego wynosi 270 KM. Składają się na niego cztery silniki które przenoszą napęd na wszystkie koła. Prototyp został zaprojektowany jako auto w pełni zdolne do jazdy po drogach publicznych i wyposażony między innymi we wspomaganie kierownicy, reflektory ksenonowe, światła LED, skórzaną kierownicę i tapicerkę, opony niskoprofilowe, oraz gwintowane zawieszenie z możliwością regulacji. Czyli, jak to mówi mój znajomy „no nie jest to mało”…

hydro2

Oczywiście wiadomo, że od przedstawionego prototypu do wprowadzenia takiego lub jakiegokolwiek auta do seryjnej produkcji jest baardzo daleko, zwłaszcza biorąc pod uwagę koszty produkcji. Tym nie mniej efekt końcowy robi wrażenie. Nie chcę tutaj dalej rozwodzić się nad rozwiązaniami technicznymi zastosowanymi w Premierze ponieważ nie jestem inżynierem i zwyczajnie nie znam się na temacie aż tak. Zamiast tego powiem Wam dlaczego, moim zdaniem, taki Premier z jednej strony jest fajny a z drugiej nie za bardzo. Tak, wiecie. Kilka słów mojego przemyślenia.

Na początek zacznijmy od tego dlaczego jest fajny. Po pierwsze został zrealizowany szybko, sprawnie i, co najważniejsze, bez zbędnego marketingowego pierdolenia. Po prostu postawiono cele, zebrano zespół, w pół roku zrobiono co było do zrobienia i zaprezentowano gotowy, jeżdżący i dobrze zaprojektowany samochód. Co, jeśli porównamy Hydrocara do, na przykład, Arrinery, stawia tą drugą w jeszcze gorszym świetle niż normalnie. Generalnie model Hussarya (czy jak to się tam pisze) znany był dotychczas głównie z fotoszopowych wizualizacji, glinianych modeli, konferencji prasowych i tego, że jest „BAJ LI NOBL”. Dopiero niedawno, po kilku latach „budowania napięcia”, pokazano coś co od biedy można by uznać za gotowy projekt. Gdyby tylko nie było poskręcane na gołe śrubki z Leroy Merlin…

Serio. Hydrocar stoi w kosmicznej opozycji do wszelkich dotychczasowych prób wskrzeszenia lekko już śmierdzącego trupa „polskiej motoryzacji”. Nie jest graficzną wizualizacją, a w pełni działającym samochodem, nie jest utrzymany w kiczowatym, hurrapatriotycznym klimacie i, last but not least, nie odwołuje się do żadnych z wątpliwych osiągnięć poprzedniej epoki jak Warszawa, Syrena czy Polonez. Wobec powyższych okoliczności można śmiało powiedzieć, że stoi trzy półki wyżej od takich niepełnosprawnych projektów jak Nowa Warszawa, AK Syrena Ligea czy pikselowy New Polonez.

hydro4

Z drugiej jednak strony, Hydrocar ma też minusy. Także teraz kilka słów o tym czemu nie jest fajny.

Przede wszystkim za projekt Hydrocara odpowiedzialna jest spółka joint-venture dwóch państwowych organizacji. Chodzi tu oczywiście o Wojskową Akademię Techniczną i Akademię Górniczną-Hutniczą. Powoduje to, że projekt finansowany jest z publicznych pieniędzy. Czego w żadnym wypadku pochwalać nie należy. Do tej pory nie ujawniono ile kosztowało przygotowanie Premiera. Ale jedno jest pewne. Była to kwota bardzo duża. Którą z własnych kieszeni wyłożyliśmy my. Fakt, że w taki projekt inwestuje państwowa spółka dysponująca niemalże nieograniczonymi funduszami powoduje, że na wejściu zabija się jakąkolwiek konkurencję prywatną, która mogła by przyczynić się do wypracowania ciekawych i innowacyjnych rozwiązań. W ten sposób innowacyjność gospodarki uzależnia się od silnie zbiurokratyzowanych struktur państwowych, które nigdy nie są w stanie odpowiednio szybko reagować na zmieniające się okoliczności.

Z drugiej jednak strony stokrotnie bardziej wolę, żeby moje podatki inwestowane były w tego typu konstrukcje niż rozdawane w postaci czeków na 500 złotych do wydania na wódkę i papierosy, co ma podobno „napędzić gospodarkę”. Tak ją napędziło, że tegoroczny deficyt budżetowy jest rekordowy. Ale to już zupełnie inna historia.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że do opracowywania projektu dołożyły się firmy prywatne takie jak Novol czy GP Composites. Był to jednak najprawdopodobniej jedynie promil ostatecznej kwoty. Prawdy nie poznamy dopóki nie zostanie przedstawione zestawienie kosztów.

Czy Hydrocar Premier okaże się jaskółką zwiastującą, tak optymistycznie zapowiadaną przez ministra Morawieckiego, polską dominację w branży samochodów elektrycznych i wodorowych? Chwilowo nic na to nie wskazuje. Ale przekonamy się za kilka lat…

One thought on “Polski Premier

  1. OK. Fajnie, że robią itd. Ale mogli jednak trochę bardziej zadbać o stronę wizualną, bo to co widzimy wygląda na zaprojektowane nie w pół roku, ale w pół dnia. Tylu jest zdolnych studentów i z ASP, czy z Architektury, który pewnie za darmo narysowaliby coś znacznie atrakcyjniejszego dla oka.

Odpowiedz na „QropatwaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *